CENTRUM

                         SZKOLEŃ I TERAPII  NATURALNYCH

                                Ryszard ULMAN

                                05-300 Mińsk Maz. ul. Kolejowa 22, tel. 503076700

 Home RR ULMAN MEDYTACJA FLOW TERAPIA SZKOLENIE WYDAWNICTWO KONTAKT FILOZOFIA BIO. WYWIADY AKTUALNOŚCI ADRESY WWW

 WYWIADY:
 
 WYWIAD W " NIEZNANYM ŚWIECIE" nr 01/2012

 

WTAJEMNICZANIE W SIEBIE (WEWNĘTRZNY KOSMOS)

         Kiedy przeszło 20 lat temu rozpocząłem swoją wielką przygodę z bioenergoterapią wydawało się mi, że poznałem wspaniałą nieinwazyjną technikę terapii, która pozwoli poznać podłoże zaburzeń zdrowotnych człowieka na poziomie energetycznym. Tak też było, aczkolwiek bardzo szybko zauważyłem jak ogromny związek te zaburzenia mają ze sferą psychiczną człowieka. Poznane wcześniej zasady działania stresu (badania H. Selyego ) na organizm człowieka okazały się bardzo przydatne i dały dobry obraz przyczynowo skutkowy chorób. Dzięki doskonaleniu sposobów lokalizacji zaburzeń bioenergetycznych człowieka byłem w stanie razem z małą grupą przyjaciół działać jak dobry lokalizator dolegliwości a zarazem „przepowiadacz” przyszłych dolegliwości, które odczytywałem z fazy utajonej rozwoju choroby w danym sektorze topografii ciała. 

        Przydatnym były bardzo opracowanie dr. Rawitza i Burra dotyczące „pól życia”, które to potwierdzały w naszej praktyce realność związku określonych patologii z charakterystycznymi zaburzeniami w biopolu czy tzw. aurze człowieka. W ten sposób odczytując anomalie w aurze człowieka udało się wysłać dziesiątki pacjentów do specjalistów medycyny, którzy potwierdzali rozwój lub istnienie patologii nie odczuwanej przez pacjenta. Uchodziliśmy wówczas w oczach wielu pacjentów za jasnowidzących. Pierwsze lata praktyki bioterapeutycznej wskazały konieczność równoległej terapii i pracy nad sobą na poziomie psychoenergetycznym. Odpowiednia higiena psychiczna, relaks, medytacja i ćwiczenia energetyczne pozwoliły wielu z nas przetrwać entuzjastyczne a zarazem mało krytyczne podejście do pracy z zaburzonymi energiami pacjentów. Starałem się często wbrew zdrowemu rosondkowi uszczęśliwiać i uzdrawiać przychodzących pacjentów nie koniecznie dbając o siebie i swoją równowagę energetyczną. Pamiętam jak przypadki terminalne pacjentów odbijały się negatywnie na nas samych.  

        Dzięki wielu doświadczeniom i przemyśleniom modyfikowałem swoją praktykę by była sprawna i nie odbijała się negatywnie na terapeucie. W latach 8o. opracowałem wiele technik medytacji, energetyzacji i tworzenia osłon energtyczno-mentalnych dla bioterapeutów. Przydatność ich sprawdza się do dziś i chętnie przekazuje je swoim studentom. Kolejne lata praktyki pokazały zasadność przyjęcia w terapii pacjenta, modelu psycho-duchowo-fizycznego osadzonego w realiach określonego środowiska i rzeczywistości . Taki model narzucił mi konieczność pracy nad sobą na tym samym poziomie. Praca z pacjentami i ich problemami pozwoliła jaśniej zobaczyć swoje osobiste problemy i przewartościowywać dotychczasowe aspiracje, motywacje i sens egzystencji. Jakże wszystko okazało się małym przy cierpieniu umierających dzieci (rak itp.), bólu , cierpieniu i smutku odchodzenia zaprzyjaźnionych pacjentów. Myślę, że to zmusiło mnie do poszukiwania sensu życia w różnych kierunkach filozoficznych i religijnych Zachodu oraz Bliskiego i Dalekiego Wschodu.

     Wszystkie drogi prowadzące na szczyt góry mimo różnego ich biegu spotykają się w tym samym punkcie. Głównie medytacje pozwoliły mi wnikać w głębie swojej natury i dotykać spraw samopoznania poprzez uzyskiwanie harmonii wewnętrznej.

        Tylko terapeuta harmonizujący swoje wnętrze może pomóc drugiemu człowiekowi, wcale nie koniecznie robiąc coś za niego czy empatycznie cierpiąc. Wskazanie człowiekowi drogi, która przyczyni się do jego uzdrowienia o ile jest do tego gotowy okazuje się jednym z najlepszym modeli terapii, dotykających relacji przyczynowo-skutkowych (Karma). Przypomina to wschodnią anegdotę gdzie pomagający nie dał potrzebującemu złowionych ryb ale tylko wędkę do ich łowienia. W innej przypowieści pomagający nie dał nawet wędki a jedynie wskazał rzekę gdzie może zdobyć pożywienie. 

Nie idąc tak daleko, można pomagać tym którzy nas o to proszą o ile są gotowi, odpowiednimi metodami, które buddyści nazywają zręcznymi środkami. Pracując ze studentami sztuki bioenergoterapii na różnych etapach zadaję określone zadania sprawdzające ich zdolność do wykonania następnego kroku. Wiąże się to nie tylko z wiedzą ale i odpowiednim stanem świadomości kiedy umysł jest receptywny i otwarty a energia wewnętrzna na poziomie gotowości do wykonania określonego zadania. Ostatecznego wyboru dokonuje zawsze ćwiczący student.

    Stosowane przeze mnie weryfikacje poziomu zaawansowania w pracy nad sobą pozwalają wykonywać trudniejsze ćwiczenia związane z praktyką w pracy z sobowtórem eterycznym (eksperymenty J. Ochorowicza), przestrzeni astralnej oraz zaawansowanej pracy w planie mentalnym z identyfikacją myślokształtów i podłączeń astralno-mentalnych. Wszystko to ma służyć integracji naszych struktur osobowościowych i lepszej komunikacji z otoczeniem.

    Sprawdzianów, testów i inicjacji przed kolejnym wtajemniczeniem jest bardzo dużo.

        Jednym z pierwszych jest umiejętność świadomego oddechu i „stawania się tylko nim”. Osoba ćwicząca oddychając równym oddechem (wydech, bezdech, wdech i zatrzymanie wdechu uzyskuje po pewnym czasie wyłączenie świadomości informacji płynących od innych bodźców niż oddech. Staje się tylko oddechem. Jest jako fala morska, przypływająca i odpływająca. Doskonalenie tego ćwiczenia oddechowego jest oddech przeponowy i oddechy wg Pranajamy.

        Kolejne ćwiczenie jest wtajemniczeniem w równoważenie i harmonię czakr ( ośrodków energetycznych). Osoba praktykująca medytację wykorzystuje elementy wizualizacji i wędrują w dół do kości krzyżowej przez swoje ciało ( w planie czakr) dokonuje kolejno rozświetlenia poszczególnych czakr i obszarów wewnątrz ciała. Po energetyzacji czakry podstawy świadomość i energia wędruje do góry rozświetlając czakry ich kolorem zasadniczym. Równoważenie to pozwala odczuć reakcje czakry korony jako wyniku naszej pracy na niższych czakrach. Harmonizacja pozwala oczyścić ciało z negatywnych energii, wzmocnić organizm i psychikę, wzmocnić powłoki energetyczne aury przed inwazją negatywnych energii. Dla ćwiczącego praktyka ta pozwala poznać obszary ciała gdzie występują bloki energetyczne czy zmiany somatyczne.

    Z technik inicjacyjnych na uwagę zasługuje metoda płomienia świecy, przebijania ciała i chodzeniu po ogniu (żarach). Metoda płomienia świecy pozwala po określeniu swojego problemu, zapisaniu go we wnętrzu dłoni długopisem i wprowadzaniu dłoni w część płomienia o największej temperaturze, uzyskać bolesną odpowiedź (parzenie) iż mamy duży problem z przepracowaniem tematu albo gdy dłoń ulegnie zamalowaniu na czarno – to że problem jest szybko do rozwiązania (patrz „Świetlisty Człowiek”).

    Przebijanie ciała w trzech miejscach (zewnętrzna część dłoni, policzek i brzuch) jest dowodem na pozytywny efekt pracy medytacyjnej i harmonizacji całej swojej struktury. „Rozmowa ze swoim ciałem” pozwala przeprowadzić igłę lub stalową szpilę bez krwi i bólu. Często w tym miejscach nie ma śladów przekłucia. To spektakularne ćwiczenie, praktykowane przez derwiszy i joginów wskazuje na właściwą pracę ze swoim ciałem na poziomie psycho-fizycznym. Osoby zharmonizowane wykonują to ćwiczenie z dużą pogodą i spokojem. Określam to ćwiczenie jako jedno z ćwiczeń inicjujących do kolejnego etapu wtajemniczenia i integracji własnej struktury.

    Na uwagę zasługuje praktyka chodzenia po ogniu stosowana jako sprawdzian procesu samorealizacji lub medytacji czy finalizacji określonego szkolenia. W dawnej praktyce rozwoju duchowego chodzenie po ogniu było sprawdzianem posiadania harmonii wewnętrznej, czystości serca a nawet świętości. Wykonuje chodzenie po ogniu przynajmniej dwa razy w roku i jest to zawsze związane z wielkim szacunkiem dla ognia. Zdarzały się nieraz rzeczy niezwykłe w odczuciach osób ćwiczących. Nie tylko ważny jest stan wewnętrzny przed chodzeniem po ogniu ale również doznania po chodzeniu. Osoby, które tego doświadczyły opisują ten stan jako niezwykłe uniesienia i doświadczenie metafizyczne. Lekceważenie ognia, żartobliwe podejście do powyższych inicjacji często boleśnie dotyka eksperymentatorów.

    Każde z tych ćwiczeń można tłumaczyć na poziomie odruchów psycho-neuro-biologicznych ale dla mnie są sprawdzianem mojego ducha, serca i ciała, sprawdzianem harmonijnej pracy z własną energią. Dzięki inicjacjom doświadczyłem kontaktu z samym sobą, zobaczyłem w naszej wielkiej różnorodności osobniczej wielką jedność i wspólnotę, przestaje warunkować moje uczucia i działania, przestaje oceniać widząc w indywidualności każdej istoty prawo do posiadania własnej drogi rozwoju i samorealizacji, przybliżam się rozumienia sensu egzystencji tu i teraz, chorobę przestałem traktować jako zło a widzę w niej informację o przyczynowo-skutkowych relacjach naszej świadomości do otaczającej rzeczywistości i samego siebie. 

    Dzięki nim uczę się również uważności w każdej chwili, niepowtarzalności nas samych, każdego dnia, kwiatów na łące i uśmiechu dziecka. Mimo iż Budda mówił, że wszystko jest złudzeniem, iluzją (Mają) – wiem że ta iluzja może uszczęśliwiać i bardzo boleć. Poznałem dzięki wspaniałym istotom którym wydawałem się pomagać, że życie niezależnie jakie jest, jest przede wszystkim niezwykłym i niepowtarzalnym darem, którego nie wolno zmarnować. A moje inicjacje, wtajemniczenia i doświadczenia są bramami do poznawania samego siebie, innych i ciągle oglądaniem tego samego drzewa z różnych stron.

    Dla nas wszystkich istotnym jest w stale zmieniającej się rzeczywistości, nie zawsze dla nas komfortowej, odnalezienie sensu w codzienności, radości kontaktów z drugim człowiekiem, odnajdywaniem w sobie optymizmu i radości życia w każdym jego przejawie. Być może wielu z nas musi iść zawiłymi drogami do prostych prawd i sensu egzystencji. Dzisiaj jest tylko teraz, jutro jest ciepłem i dymem wczorajszego ogniska, które się nigdy nie zapali tak samo.

Ryszard Roman Ulman

ROZMOWA Z REDAKTOREM ZAINTERESOWANYM SPRAWAMI BIOENERGOTERAPII

REDAKTOR  A. B.:Jak wyglądała twoja droga do bioenergoterapii profesjonalnej?

R.Ulman: W 1980 roku zetknąłem się z fenomenem radiestezji. Wielka ciekawość tego zjawiska i życzliwość uczących mnie osób (Jacek Papiewski, L.E. Stefański) pozwoliła doskonalić moją zdolność podwyższonej percepcji. Bardzo dużo pracy nad sensytywnością, działalności charytatywnej, która pozwoliła mi doskonalić odbiór informacji w biopolu człowieka jak również przekazu bioenergii a tym samym poprawianiu zaburzonych pól biologicznych pacjentów dała mi poczucie sprawnego poruszania się w bioenergoterapii.

Jak długo doskonaliłeś swoją sztuk uzdrawiania?

RU: Od 1981 r. trwa to do dziś. Od 1986r. rozpocząłem naukę sztuki bioenergoterapii na profesjonalnych kursach, których program dał podstawę do nauki bioenergoterapii w innych ośrodkach kształcenia bioenergoterapeutów jak również był podstawą do opracowań pytań egzaminacyjnych na egzaminowaniu przyszłych czeladników i mistrzów w Izbach Rzemieślniczych.

Czy w pierwszych latach swojej działalności bioenergoterapeutycznej byłeś umieszczany na listach rankingowych bioterapeutów?

RU: W pierwszych latach (1981-1986r.) mojej działalności bioenergoterapetycznej nie istniały takie listy, a pacjenci kierowali się opinią innych osób, które uzyskały u nas pomoc terapeutyczną. Był to najlepszy i najbardziej krytyczny klient. Poza tym na rynku terapeutycznym działali poza naszą Pracownią Bioenergoterapii ( przy Polskim Stowarzyszeniu Radiestetów) tylko nieliczni m.innymi. Paweł Połonecki, Stanisław Nardelli, Ryszard Tomaszewski, Zdzisław Hudak, Jerzy Rejmer...O tych osobach wykonujących bioenergoterapię mówiło się na Kongesach Psychotronicznych organizowanych przez prezesa PTP – L.E. Stefańskiego w 1981 i 1983 roku. Bioenergoterapia miała wówczas mniej nawiedzony charakter. W tej chwili uzdrawiający by się wyróżnić w świecie uzdrawiaczy ogłaszają coraz dziwniejsze specjalizacje i „dary” niebios postrzegane u siebie. No cóż potrzeba zaistnienia powoduje różne patologie. Nie spotykam np. reklamujących się lekarzy jak to cudownie usuwają wyrostki, torbiele, bakterie itd.

 

Nawiązując do listy 100 najlepszych uzdrawiaczy w Polsce....?

R.U.:Tak jak wspomniałem kiedyś nie było list najlepszych. Pacjenci oceniali bioenergoterapeutę przychodząc do niego gremialnie. Każda lista wywoła reakcje środowiska uzdrawiaczy. Takich list było już wiele. Słynne rankingi jednej z gazet były oparte na ilości wykupionych egzemplarzy gazety przez uzdrawiacza, który chciał zaistnieć. Protestowałem do redakcji tej gazety by nie umieszczano tam mojego nazwiska. Dodawano je by dla podwyższenia rangi pisma wrzucano tam kogoś znanego. Mnie nie jest to potrzebne. FAKT przy otrzymywaniu naszych kandydatur (z Polskiego Stow. Biot. Uzdraw. i Radiest. jak również Polskiego Cechu Bioenergoterapeutów – otrzymał ok. 100 propozycji z kraju) dokonał jeszcze własnej selekcji kierując się nie wiem dokładnie czym. Mieli być to przede wszystkim bioenergoterapeuci zawodowi zarejestrowani w Wydz. Handlu., rzemieślnicy, czeladnicy i mistrzowie bioenergoterapii. Były też osoby ze stowarzyszeń rekomendowane przez ich prezesów. Dotyczyło to całej Polski. Farsą było to, że nie było tam osób nazywanych nestorami polskiej bioterapii np. mistrza A. Lisiaka i innych. Odbierają telefony od czytelników miałem pytania o autentyczność osób, które bardzo im pomogły. Stwierdzałem, że to już jest dowodem ich autentyczności. Swoją drogą tak duże emocje zawiedzionych nie przystoją osobą wykonującym ten fach.

 

Co potwierdza autentyczność bioenergoterapeuty?

R.U.:Przede wszystkim nie stawka za zabieg wyznaczona przez bioenergoterapeutę ale skuteczność terapeutyczna potwierdzana fizycznie przez pacjenta lub pozytywne wyniki medyczne po terapii. Uważa się, że dobry terapeuta nie musi używać wyszukanych nawiedzonych reklam.

W środowisku profesjonalnym uważa się, że dobry bioenergotrapeuta ma zezwolenie na działalność zawodową, jest rzemieślnikiem (czeladnikiem lub mistrzem), ma ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (gwarancja bezpieczeństwa prowadzonej terapii), wydaje na życzenie rachunki za usługę. Jeżeli korzysta się z usług bioenergoterapeutów czyniących „cuda od ręki” mamy tego żałosne efekty (poczucie oszustwa, wyłudzenia pieniędzy, utraty nadziei).

 

Czy w wypadku takich przykrych wydarzeń stowarzyszenie lub cech może pomóc skrzywdzonemu pacjentowi?

 

R.U.:Tak, wyjaśniając czym jest właściwy zabieg i jak dochodzić swoich praw. Na tym się kończą się nasze możliwości. Dalej klient oszukany przez oszusta uzdrawiacza powinien zgłosić się e skargą na policję lub do prokuratury. To samo dotyczy oszustów uczących „cudownych” metod uzdrawiania. Mamy sporo pytań co do takich nauczycieli i uzdrawiaczy na terenie Polski i Niemiec (np. Dortmund). Doradzamy zawsze przytomny wybór potwierdzany przez poważniejsze pisma psychotroniczne czy ezoteryczne. Należy uważać też na ich reklamy. Redakcje najczęściej nie ponoszą odpowiedzialności za zamieszczany tekst. To samo dotyczy reklam usług lekarzy.

 

Czy można spodziewać się niezależnej listy dobrych bioenergoterapeutów?

 R.U.:Nie należy spodziewać się niezależnych list czy rankingów, każda lista budowana jest pod wpływem różnych czynników weryfikujących. Należy raczej zwracać uwagę kto taką listę tworzy. Jesteśmy w trakcie tworzenia krajowej listy bioenergoterapeutów profesjonalnych na zasadzie opisanej wcześniej. Będzie to w porozumieniu ze stowarzyszeniami i cechami bioenergterapetycznymi w Polsce. Nie sądzę, że powinna to być też lista wszystkich specjalności medycyny naturalnej, jest to za duże spektrum terapeutyczne do szybkiego wykonania. Będzie to może wkładka do Czwartego Wymiaru lub Biuletyn czy kwartalnik. Zapraszam profesjonalistów do zaistnienia w Mapie Polskich Bioenergoterapetów wg kryteriów encyklopedycznych.

Co dalej z tą bioenergoterapią?

R.U. Bioenergoterapia przeżyła ataki medycyny w 1985r. przeżyje też następne. Przeżyje monopolistów chcących połknąć weryfikacje, szkolenie i egzaminy w tym zakresie, nazwiska nie muszę chyba podawać, przeżyje również powstanie specjalności np. lekarza medycyny naturalnej, jako że trzeba mieć trochę charyzmy by się tym zajmować. Rzemiosło patronuje bioenergoterapii ale są jeszcze inne rozwiązania, które przyniesie czas. Przede wszystkim pacjenci stają się coraz bardziej świadomi w korzystaniu z usług bioterapii i oszuści ze złotymi łańcuchami zaczną powoli znikać, ale to naprawdę zależy od przytomności samych pacjentów i odpowiednich przepisów prawnych wprowadzonych przy uzyskiwaniu zezwoleń na wykonywanie tej sztuki terapeutycznej. Tego życzę wszystkim korzystającym z usług bioterapeutów i samemu sobie.

Dziękuję za rozmowę (A.B.)