WYWIAD
W " NIEZNANYM ŚWIECIE" nr 01/2012






WTAJEMNICZANIE W SIEBIE
(WEWNĘTRZNY
KOSMOS)
Kiedy przeszło 20 lat temu rozpocząłem swoją
wielką przygodę z bioenergoterapią wydawało się mi, że poznałem wspaniałą
nieinwazyjną technikę terapii, która pozwoli poznać podłoże
zaburzeń zdrowotnych człowieka na poziomie energetycznym. Tak też było,
aczkolwiek bardzo szybko zauważyłem jak ogromny związek te zaburzenia mają
ze sferą psychiczną człowieka. Poznane wcześniej zasady działania stresu
(badania H. Selyego ) na organizm człowieka okazały się bardzo przydatne i dały
dobry obraz przyczynowo skutkowy chorób. Dzięki doskonaleniu sposobów
lokalizacji zaburzeń bioenergetycznych człowieka byłem w stanie razem z małą
grupą przyjaciół działać jak dobry lokalizator dolegliwości
a zarazem „przepowiadacz” przyszłych dolegliwości, które odczytywałem z
fazy utajonej rozwoju choroby w danym sektorze topografii ciała.
Przydatnym były
bardzo opracowanie dr. Rawitza i Burra dotyczące „pól życia”, które to
potwierdzały w naszej praktyce realność związku
określonych patologii z charakterystycznymi zaburzeniami w biopolu czy tzw.
aurze człowieka. W ten sposób odczytując anomalie w aurze człowieka udało
się wysłać dziesiątki pacjentów do
specjalistów medycyny, którzy potwierdzali rozwój lub istnienie patologii nie
odczuwanej przez pacjenta. Uchodziliśmy wówczas w oczach wielu pacjentów za
jasnowidzących. Pierwsze lata praktyki bioterapeutycznej wskazały konieczność
równoległej terapii i pracy nad sobą na poziomie
psychoenergetycznym. Odpowiednia higiena psychiczna, relaks, medytacja i ćwiczenia
energetyczne pozwoliły wielu z nas przetrwać
entuzjastyczne a zarazem mało krytyczne podejście
do pracy z zaburzonymi energiami pacjentów. Starałem się często wbrew
zdrowemu rosondkowi uszczęśliwiać i uzdrawiać
przychodzących pacjentów nie koniecznie dbając o
siebie i swoją równowagę energetyczną. Pamiętam jak przypadki terminalne
pacjentów odbijały się negatywnie na nas samych.
Dzięki wielu doświadczeniom
i przemyśleniom modyfikowałem swoją praktykę by była sprawna i nie odbijała
się negatywnie na terapeucie. W latach 8o. opracowałem wiele technik
medytacji, energetyzacji i tworzenia osłon energtyczno-mentalnych dla
bioterapeutów. Przydatność ich sprawdza się
do dziś i chętnie przekazuje je swoim studentom. Kolejne lata praktyki pokazały
zasadność przyjęcia w terapii pacjenta,
modelu psycho-duchowo-fizycznego osadzonego w realiach określonego środowiska
i rzeczywistości . Taki model narzucił mi konieczność pracy nad sobą
na tym samym poziomie. Praca z pacjentami i ich problemami pozwoliła jaśniej
zobaczyć swoje osobiste problemy i przewartościowywać
dotychczasowe aspiracje, motywacje i sens egzystencji. Jakże
wszystko okazało się małym przy cierpieniu umierających dzieci (rak itp.), bólu
, cierpieniu i smutku odchodzenia zaprzyjaźnionych pacjentów. Myślę, że to
zmusiło mnie do poszukiwania sensu życia w różnych kierunkach filozoficznych
i religijnych Zachodu oraz Bliskiego i Dalekiego Wschodu.
Wszystkie drogi
prowadzące na szczyt góry mimo różnego ich biegu spotykają się w tym samym
punkcie. Głównie medytacje pozwoliły mi wnikać w głębie
swojej natury i dotykać spraw samopoznania poprzez uzyskiwanie harmonii
wewnętrznej.
Tylko terapeuta harmonizujący swoje wnętrze może
pomóc drugiemu człowiekowi, wcale nie koniecznie robiąc coś za niego czy
empatycznie cierpiąc. Wskazanie człowiekowi drogi, która przyczyni się do
jego uzdrowienia o ile jest do tego gotowy okazuje się jednym z najlepszym
modeli terapii, dotykających relacji przyczynowo-skutkowych (Karma). Przypomina
to wschodnią anegdotę gdzie pomagający nie dał potrzebującemu złowionych
ryb ale tylko wędkę do ich łowienia. W innej przypowieści pomagający nie dał
nawet wędki a jedynie wskazał rzekę gdzie może zdobyć pożywienie.
Nie idąc tak daleko, można pomagać tym którzy nas o to proszą
o ile są gotowi, odpowiednimi metodami, które buddyści nazywają zręcznymi
środkami. Pracując ze studentami sztuki bioenergoterapii na różnych etapach
zadaję określone zadania sprawdzające ich zdolność do wykonania następnego
kroku. Wiąże się to nie tylko z wiedzą ale i odpowiednim stanem świadomości
kiedy umysł jest receptywny i otwarty a energia wewnętrzna na poziomie gotowości
do wykonania określonego zadania. Ostatecznego wyboru dokonuje zawsze ćwiczący
student.
Stosowane przeze mnie weryfikacje poziomu zaawansowania w pracy nad sobą
pozwalają wykonywać trudniejsze ćwiczenia
związane z praktyką w pracy z sobowtórem
eterycznym (eksperymenty J. Ochorowicza), przestrzeni astralnej oraz
zaawansowanej pracy w planie mentalnym z identyfikacją myślokształtów i podłączeń
astralno-mentalnych. Wszystko to ma służyć integracji naszych struktur
osobowościowych
i lepszej komunikacji z otoczeniem.
Sprawdzianów, testów i inicjacji przed kolejnym wtajemniczeniem jest bardzo dużo.
Jednym z pierwszych jest umiejętność świadomego
oddechu i „stawania się tylko nim”. Osoba ćwicząca
oddychając równym oddechem (wydech, bezdech, wdech i zatrzymanie wdechu
uzyskuje po pewnym czasie wyłączenie świadomości informacji płynących od
innych bodźców niż oddech. Staje się tylko oddechem. Jest jako fala
morska, przypływająca i odpływająca.
Doskonalenie tego ćwiczenia oddechowego jest oddech przeponowy i oddechy
wg Pranajamy.
Kolejne ćwiczenie jest wtajemniczeniem w równoważenie
i harmonię czakr ( ośrodków energetycznych). Osoba praktykująca medytację
wykorzystuje elementy wizualizacji i wędrują w dół do kości krzyżowej
przez swoje ciało ( w planie czakr) dokonuje kolejno rozświetlenia poszczególnych
czakr i obszarów wewnątrz ciała. Po energetyzacji czakry podstawy świadomość
i energia wędruje do góry rozświetlając czakry
ich kolorem zasadniczym. Równoważenie to pozwala odczuć reakcje czakry
korony jako wyniku naszej pracy na niższych czakrach. Harmonizacja pozwala oczyścić ciało
z negatywnych energii, wzmocnić organizm i psychikę,
wzmocnić powłoki energetyczne aury przed
inwazją negatywnych energii. Dla ćwiczącego
praktyka ta pozwala poznać obszary ciała
gdzie występują bloki energetyczne czy zmiany somatyczne.
Z
technik inicjacyjnych na uwagę zasługuje metoda płomienia
świecy, przebijania ciała i chodzeniu po ogniu (żarach). Metoda płomienia świecy
pozwala po określeniu swojego problemu, zapisaniu go we wnętrzu dłoni długopisem
i wprowadzaniu dłoni w część płomienia
o największej temperaturze, uzyskać bolesną
odpowiedź (parzenie) iż mamy duży problem z przepracowaniem tematu albo gdy dłoń
ulegnie zamalowaniu na czarno – to że problem jest szybko do rozwiązania
(patrz „Świetlisty Człowiek”).
Przebijanie ciała w trzech miejscach (zewnętrzna
część dłoni, policzek i brzuch) jest
dowodem na pozytywny efekt pracy medytacyjnej i harmonizacji całej swojej
struktury. „Rozmowa ze swoim ciałem” pozwala przeprowadzić igłę
lub stalową szpilę bez krwi i bólu. Często w tym miejscach nie ma śladów
przekłucia. To spektakularne ćwiczenie, praktykowane przez derwiszy i
joginów wskazuje na właściwą pracę ze swoim
ciałem na poziomie psycho-fizycznym. Osoby zharmonizowane wykonują to ćwiczenie
z dużą pogodą i spokojem. Określam to ćwiczenie
jako jedno z ćwiczeń
inicjujących do kolejnego etapu wtajemniczenia i integracji własnej struktury.
Na
uwagę zasługuje praktyka chodzenia po ogniu
stosowana jako sprawdzian procesu samorealizacji lub medytacji czy finalizacji
określonego szkolenia. W dawnej praktyce rozwoju duchowego chodzenie po ogniu
było sprawdzianem posiadania harmonii wewnętrznej, czystości serca a nawet świętości.
Wykonuje chodzenie po ogniu przynajmniej dwa razy w roku i jest to zawsze związane
z wielkim szacunkiem dla ognia. Zdarzały się nieraz rzeczy niezwykłe w
odczuciach osób ćwiczących.
Nie tylko ważny jest stan wewnętrzny przed chodzeniem po ogniu ale również
doznania po chodzeniu. Osoby, które tego doświadczyły opisują ten stan jako
niezwykłe uniesienia i doświadczenie metafizyczne. Lekceważenie ognia, żartobliwe
podejście do powyższych inicjacji często boleśnie dotyka eksperymentatorów.
Każde
z tych ćwiczeń można tłumaczyć
na poziomie odruchów psycho-neuro-biologicznych ale dla mnie są
sprawdzianem mojego ducha, serca i ciała, sprawdzianem harmonijnej pracy z własną
energią. Dzięki inicjacjom doświadczyłem kontaktu z samym sobą, zobaczyłem
w naszej wielkiej różnorodności osobniczej wielką jedność i wspólnotę,
przestaje warunkować moje uczucia i działania,
przestaje oceniać widząc w indywidualności
każdej istoty prawo do posiadania własnej drogi rozwoju i samorealizacji,
przybliżam się rozumienia sensu egzystencji tu i teraz, chorobę przestałem
traktować jako zło a widzę w niej
informację o przyczynowo-skutkowych relacjach naszej świadomości do otaczającej
rzeczywistości i samego siebie.
Dzięki nim uczę się również uważności w
każdej chwili, niepowtarzalności nas samych, każdego dnia, kwiatów na łące
i uśmiechu dziecka. Mimo iż Budda mówił, że wszystko jest złudzeniem,
iluzją (Mają) – wiem że ta iluzja może uszczęśliwiać i bardzo
boleć. Poznałem
dzięki wspaniałym istotom którym wydawałem się pomagać, że
życie niezależnie jakie jest, jest przede wszystkim niezwykłym i
niepowtarzalnym darem, którego nie wolno zmarnować. A moje inicjacje,
wtajemniczenia i doświadczenia
są bramami do poznawania samego siebie, innych i ciągle oglądaniem tego
samego drzewa z różnych stron.
Dla
nas wszystkich istotnym jest w stale zmieniającej
się rzeczywistości, nie zawsze dla nas komfortowej, odnalezienie sensu w
codzienności, radości kontaktów z drugim człowiekiem, odnajdywaniem w sobie
optymizmu i radości życia w każdym jego przejawie. Być może
wielu z nas musi iść zawiłymi
drogami do prostych prawd i sensu egzystencji. Dzisiaj jest tylko teraz, jutro
jest ciepłem i dymem wczorajszego ogniska, które się nigdy nie zapali tak
samo.
Ryszard Roman Ulman
ROZMOWA Z REDAKTOREM ZAINTERESOWANYM SPRAWAMI BIOENERGOTERAPII
REDAKTOR A. B.:Jak wyglądała twoja droga do
bioenergoterapii profesjonalnej?
R.Ulman: W 1980 roku zetknąłem się z fenomenem
radiestezji. Wielka ciekawość tego zjawiska i życzliwość uczących
mnie osób (Jacek Papiewski, L.E. Stefański) pozwoliła doskonalić moją
zdolność podwyższonej percepcji. Bardzo dużo pracy nad
sensytywnością, działalności charytatywnej, która pozwoliła mi
doskonalić odbiór informacji w biopolu człowieka jak również przekazu
bioenergii a tym samym poprawianiu zaburzonych pól biologicznych
pacjentów dała mi poczucie sprawnego poruszania się w bioenergoterapii.
Jak długo doskonaliłeś swoją sztuk uzdrawiania?
RU: Od 1981 r. trwa to do dziś. Od 1986r.
rozpocząłem naukę sztuki bioenergoterapii na profesjonalnych kursach,
których program dał podstawę do nauki bioenergoterapii w innych
ośrodkach kształcenia bioenergoterapeutów jak również był podstawą
do opracowań pytań egzaminacyjnych na egzaminowaniu przyszłych
czeladników i mistrzów w Izbach Rzemieślniczych.
Czy w pierwszych latach swojej
działalności bioenergoterapeutycznej byłeś umieszczany na listach
rankingowych bioterapeutów?
RU: W pierwszych latach (1981-1986r.) mojej działalności
bioenergoterapetycznej nie istniały takie listy, a pacjenci kierowali
się opinią innych osób, które uzyskały u nas pomoc terapeutyczną.
Był to najlepszy i najbardziej krytyczny klient. Poza tym na rynku
terapeutycznym działali poza naszą Pracownią Bioenergoterapii ( przy
Polskim Stowarzyszeniu Radiestetów) tylko nieliczni m.innymi. Paweł
Połonecki, Stanisław Nardelli, Ryszard Tomaszewski, Zdzisław Hudak,
Jerzy Rejmer...O tych osobach wykonujących bioenergoterapię mówiło
się na Kongesach Psychotronicznych organizowanych przez prezesa PTP –
L.E. Stefańskiego w 1981 i 1983 roku. Bioenergoterapia miała wówczas
mniej nawiedzony charakter. W tej chwili uzdrawiający by się wyróżnić
w świecie uzdrawiaczy ogłaszają coraz dziwniejsze specjalizacje i „dary”
niebios postrzegane u siebie. No cóż potrzeba zaistnienia powoduje różne
patologie. Nie spotykam np. reklamujących się lekarzy jak to cudownie
usuwają wyrostki, torbiele, bakterie itd.
Nawiązując do listy 100 najlepszych uzdrawiaczy w
Polsce....?
R.U.:Tak jak wspomniałem kiedyś nie było list
najlepszych. Pacjenci oceniali bioenergoterapeutę przychodząc do niego
gremialnie. Każda lista wywoła reakcje środowiska uzdrawiaczy. Takich
list było już wiele. Słynne rankingi jednej z gazet były oparte na
ilości wykupionych egzemplarzy gazety przez uzdrawiacza, który chciał
zaistnieć. Protestowałem do redakcji tej gazety by nie umieszczano tam
mojego nazwiska. Dodawano je by dla podwyższenia rangi pisma wrzucano tam
kogoś znanego. Mnie nie jest to potrzebne. FAKT przy otrzymywaniu naszych
kandydatur (z Polskiego Stow. Biot. Uzdraw. i Radiest. jak również
Polskiego Cechu Bioenergoterapeutów – otrzymał ok. 100 propozycji z
kraju) dokonał jeszcze własnej selekcji kierując się nie wiem
dokładnie czym. Mieli być to przede wszystkim bioenergoterapeuci
zawodowi zarejestrowani w Wydz. Handlu., rzemieślnicy, czeladnicy i
mistrzowie bioenergoterapii. Były też osoby ze stowarzyszeń
rekomendowane przez ich prezesów. Dotyczyło to całej Polski. Farsą
było to, że nie było tam osób nazywanych nestorami polskiej bioterapii
np. mistrza A. Lisiaka i innych. Odbierają telefony od czytelników miałem
pytania o autentyczność osób, które bardzo im pomogły. Stwierdzałem,
że to już jest dowodem ich autentyczności. Swoją drogą tak duże
emocje zawiedzionych nie przystoją osobą wykonującym ten fach.
Co potwierdza autentyczność bioenergoterapeuty?
R.U.:Przede wszystkim nie stawka za zabieg
wyznaczona przez bioenergoterapeutę ale skuteczność terapeutyczna
potwierdzana fizycznie przez pacjenta lub pozytywne wyniki medyczne po
terapii. Uważa się, że dobry terapeuta nie musi używać wyszukanych
nawiedzonych reklam.
W środowisku profesjonalnym uważa się, że dobry
bioenergotrapeuta ma zezwolenie na działalność zawodową, jest
rzemieślnikiem (czeladnikiem lub mistrzem), ma ubezpieczenie od
odpowiedzialności cywilnej (gwarancja bezpieczeństwa prowadzonej
terapii), wydaje na życzenie rachunki za usługę. Jeżeli korzysta się
z usług bioenergoterapeutów czyniących „cuda od ręki” mamy tego
żałosne efekty (poczucie oszustwa, wyłudzenia pieniędzy, utraty
nadziei).
Czy w wypadku takich przykrych wydarzeń
stowarzyszenie lub cech może pomóc skrzywdzonemu pacjentowi?
R.U.:Tak, wyjaśniając czym jest właściwy zabieg
i jak dochodzić swoich praw. Na tym się kończą się nasze
możliwości. Dalej klient oszukany przez oszusta uzdrawiacza powinien
zgłosić się e skargą na policję lub do prokuratury. To samo dotyczy
oszustów uczących „cudownych” metod uzdrawiania. Mamy sporo pytań
co do takich nauczycieli i uzdrawiaczy na terenie Polski i Niemiec (np.
Dortmund). Doradzamy zawsze przytomny wybór potwierdzany przez poważniejsze
pisma psychotroniczne czy ezoteryczne. Należy uważać też na ich
reklamy. Redakcje najczęściej nie ponoszą odpowiedzialności za
zamieszczany tekst. To samo dotyczy reklam usług lekarzy.
Czy można spodziewać się niezależnej listy
dobrych bioenergoterapeutów?
R.U.:Nie należy spodziewać się niezależnych list
czy rankingów, każda lista budowana jest pod wpływem różnych czynników
weryfikujących. Należy raczej zwracać uwagę kto taką listę tworzy.
Jesteśmy w trakcie tworzenia krajowej listy bioenergoterapeutów
profesjonalnych na zasadzie opisanej wcześniej. Będzie to w porozumieniu
ze stowarzyszeniami i cechami bioenergterapetycznymi w Polsce. Nie
sądzę, że powinna to być też lista wszystkich specjalności medycyny
naturalnej, jest to za duże spektrum terapeutyczne do szybkiego
wykonania. Będzie to może wkładka do Czwartego Wymiaru lub Biuletyn czy
kwartalnik. Zapraszam profesjonalistów do zaistnienia w Mapie Polskich
Bioenergoterapetów wg kryteriów encyklopedycznych.
Co dalej z tą bioenergoterapią?
R.U. Bioenergoterapia przeżyła ataki medycyny w
1985r. przeżyje też następne. Przeżyje monopolistów chcących
połknąć weryfikacje, szkolenie i egzaminy w tym zakresie, nazwiska nie
muszę chyba podawać, przeżyje również powstanie specjalności np.
lekarza medycyny naturalnej, jako że trzeba mieć trochę charyzmy by
się tym zajmować. Rzemiosło patronuje bioenergoterapii ale są jeszcze
inne rozwiązania, które przyniesie czas. Przede wszystkim pacjenci stają
się coraz bardziej świadomi w korzystaniu z usług bioterapii i oszuści
ze złotymi łańcuchami zaczną powoli znikać, ale to naprawdę zależy
od przytomności samych pacjentów i odpowiednich przepisów prawnych
wprowadzonych przy uzyskiwaniu zezwoleń na wykonywanie tej sztuki
terapeutycznej. Tego życzę wszystkim korzystającym z usług bioterapeutów
i samemu sobie.
Dziękuję za rozmowę
(A.B.)